Skróty myślowe.

Na cholere mi te skroty myślowe.
Używam ich sporo, zakładam że czytają je ludzie inteligentni – po wyłaczeniu tytytki. Ale inteligencja to warunek konieczny , ale niewystarczający
Skróty myślowe mają sens w rozmowach bliskich przyjaciół. Związanych wspólnymi przeżyciami, przygodami, pokojem w akademiku, celą w pudle, wspólną żoną, gustowaniem w tych samych zboczeniach i burdelach.
Na skrótach myślowych przejechali się – jak osesek na deskorolce – politycy. Dziennikarze poddadzą każdy taki skrót analizie leksykalnej, składniowej, logicznej, morfologicznej i udowodnią że polityk ma inną grupę krwi niż reszta populacji.
A przynajmniej że jest łapówkarzem i pedofilem.
Do nutki tej zabrałem się bo to temat ciekawy i miało być poważnie.
Poszukując znanych skrótów myślowych, trafiłem na blog Janiny Paradowskiej – “Skrót Myślowy”. Przerwałem nierówną walkę ze skrótami. Pani Paradowska robi to jak zwykle genialnie. Polecam.
K.L.daV.

Ps.Miało być poważnie a wyszło jak przy grobie Morrisona.

Opublikowane w: on czerwiec 25, 2009 at 22:05 Skomentuj

Wersja dorodnych wodołazów.

Pies wam mordy lizał.

Opublikowane w: on czerwiec 20, 2009 at 00:24 Komentarze (6)

Cenzura czuwa

Wersja proboszcza i dyrektora szkoły została ocenzurowana do zdania proboszcza że “Ilonie przez dekolt było widać pryszcze po depilacji”. Dyrektor skwitował to “z drugiej strony można było obejrzeć polipy w nosie”
Z drugiej strony to konstrukcja zbyt enigmatyczna.

Zatem wersja dwóch psów.

Opublikowane w: on at 00:20 Skomentuj

Prawdziwa wersja ekumenicznego proboszcza,

dyrektora szkoły i dwóch psów wyczerpie reprezentatywny podzbiór społeczeństwa i zamknie siedmioczęściowy tryptyk w sześciu odcinkach plus psy. Po plasterku na każdy dzień tygodnia zamiast śniadania. Dieta cud, wersja beta.

Opublikowane w: on maj 8, 2009 at 23:35 Komentarze (4)

Jedyna prawdziwa wersja z podpisem pod protokołem

Wypadki opisane na tym blogu przez K.L.daV., Ilonę, jej ojca są zbieżne z prawdą w ograniczonym interesem własnym zakresie.
Interes K.L.daV. sam w sobie już ograniczony, ze zrozumiałych powodów jest projekcją jego życzeń. Znam prawdę z prowadzonego przeze mnie dochodzenia “w sprawie”.
Zostałem wezwany do wypadku na wodzie przez Manfreda Wasserskiego z dziada pradziada Polaka z szansami na wyjazd “na pochodzenie”- ojca Ilony.
Psy Mańka – znanego mi osobiście z czynności śledczych bimbrownika(flaszka 0,5-30zł, w nocy 40zł) – uratowały od utonięcia jego córkę i niejakiego “Ratownika”.
Zachodziło podejrzenie że nieletnia Ilona wraz z łodzią została przez Mańka “wypożyczona” za 1litr oryginalnej “bałtyckiej”, “Ratownikowi”, a następnie odsprzedana mu z 50% marży, co wyczerpywało znamiona stręczycielstwa, niekoncesjonowanego obrotu alkoholem, nierządu, pedofilstwa, zatruwania środowiska naturalnego, sodomii.(dwa psy, które uratowały przestępczą parę).
W wyniku czynności operacyjnych została zatrzymana Ilona, “Ratownik”, M.W., łódż i dwa psy. Po przesłuchaniu, wobec zmowy milczenia, Ilona W., jej ojciec Maniek W., “Ratownik” oraz dwa psy zostały zwolnione do domu z obowiązkiem stawienia się na wezwanie.
Zatrzymana została łódż jako dowód rzeczowy “w sprawie”.
Oto fragment zapisu zeznania:
Dokumenty proszę.
Nie mam.
A gdzie macie?
Wcale nie mam. Utonęły.
Nie kłamcie. Ja tu jestem od kłamania. Kłamać możecie sobie w wodzie. Znamy was.
To po co pytacie?
Wy “Ratownik” nie podskakujcie. Podskakiwać to seobie możecie w wodzie, a nie tu. Tu ja jestem od podskakiwania.
Czy to ta łódż służyła wam do uprawienia procederu kłusownictwa na mienie spółdzielni rybackiej?
Ta Ilona należy do spółdzielni?
Ja tu zadaję pytania. Co robiliście na łodzi?
Łowiliśmy rybki.
Nago?
Tak. Jej sutki robiły za przynęte.
A wasz fiut pewno za żyłkę?, cienki jakiś.
Nie, za haczyk.
Skończcie z tymi wygłupami, bo odczytam wam wasze prawa i przymknę. Ja tu jestem chyba od odczytywania waszych praw? – spojrzał pytająco po pustym pokoju.

Ponieważ wyczerpało mnie to, spisałem dane Ilony, jej ojca, dwoch psów i wyrzuciłem wszystkich z komisariatu, który już zaczął śmierdzieć rybami, tym bardziej że powrócili z czynności rewizji U Mańka Wasserskiego koledzy, ze znalezionym kanistrem bimbru o wykwintnym bukiecie niskooktanowej benzyny.
Dzielnicowy z jeziora Kisajno.
Ps. Właściwie do dzisiaj nie zrozumiałem zasad gospodarki socjalistycznej. Dlaczego ten ratownik nie zapłacił gotówką?

Opublikowane w: on maj 7, 2009 at 00:13 Komentarze (2)

Ojciec wie najlepiej.

Postanowiłem napisać wam o wypadkach z udziałem mojej córki -obecnie 53 letniej – sprzed 35u laty, oraz dwóch moich psów – obecnie nieżywych.
Córkę Ilonę wychowywałem sam, po rozwodzie z jej matką z powodu rażących różnic w wykształceniu (ukończyłem kurs sterników motorowodnych w L.O.K.). Sąd przyznał mi opiekę nad Iloną, słusznie uważając że z racji wykształcenia zapewnię córce lepszą przyszłość, niż ta suka jej matka – która zresztą uciekła z sierżantem zawodowym z pobliskiej jednostki.
Ilonka była dobrym, ładnym dzieckiem, bardzo ruchliwym i nad wiek pojętnym. Opiekowała się moimi dwoma łódkami, często samodzielnie wożąc turystów na wyspy kormoranów na j. Dobskim.
W opisywanym tu dniu została zwabiona przez ratownika z basenu pod pretekstem zobaczenia dorodnego kormorana. Wypłynęli zaledwie kilka metrów od brzegu, gdy ten zboczeniec się na Ilonkę rzucił w wiadomym celu.Hałas i krzyki zwabiły dwa moje psy, które wywróciły łódż i i uratowały Ilonkę przed tym draniem.
Milicja po wezwaniu natychmiast aresztowała gwałciciela i łódż, a Ilonkę po przesłuchaniu puszczono do domu.
Łodzi złodzieje mi nie oddali przez całe lato, pod pretekstem zabezpieczenia dowodów przestępstwa. Widziałem jak pływali na ryby moją łódką. Poznawałem ją po braku środkowej ławki.
Ilonka po kilku miesącach uciekła z kapralem zawodowym z pobliskiej jednostki – pod pretekstem że tęskni za matką. Zawsze była dzieckiem wrażliwym i uczuciowym.
Psy zdechły.

I to jest prawda którą mogę potwierdzić przed Bogiem i milicją.

Na podstawie listu taty Ilony. Pisownia za oryginałem

Opublikowane w: on maj 4, 2009 at 07:44 Komentarze (6)

Jedyna prawdziwa wersja.

Podana przez K.L.daV. wersja zdarzeń ma sie tak do prawdy jak scenariusz filmowy do protokołu sądowego. Korzystając z prawa do sprostowania przedstawie wam wersję zdarzeń znaną mnie ,Bogu i milicji.

K.L.daV. poznałam gdy jeszcze nie był K.L.da Wałem. Sterczał smętnie na pomoście basenu w Giżycku z kolegą. Kolega zajęty był szukaniem wągrów w lusterku z Marylin Monroe, a mój przyszły “zdobywca” wodził wzrokiem po licznych panienkach bez przydziału, marząc o wyuzdanych kurwach i delikatnych dziewicach w jednym.
Postanowołam wziąć jego sprawę w swoje ręce. Opisywać banalnego dialogu nie będę. Ustaliliśmy wycieczkę łódką mojego taty po lilie wodne(nymphaea), bez kórych cudnego widoku życie jest nic niewarte. Uwierzył.
Tata łódż dał niechętnie, znał ratownika jak zły szeląg z kłusowania kuszą po okolicznych jeziorkach.
Popłynęliśmy w szuwary.
Wielbiciel był spięty taki, że fiuta spomiędzy pośladków nie mogłam mu wyciągnąć, takie miał zaciśniete. Ale się udało.
Sutki wystrzeliły mi powyżej burty łódki. Mięśnie brzucha dostały gwałtownych skurczow, a między udami zaczęłam odczuwać doskwierającą niewygodę braku czegos uzupełniającego. Moj ratunkowy nie radził sobie z wypełnieniem luki i powinności. Jęcząc z niecierpliwości pomogłam mu. I w tym samym momencie poczułam spazmy obkurczania pochwy. On natychmiast strzelił jądrami kilka razy po moich pośladkach, wydając odgłos wyciągania nóg ze szlamu i cichego klaskania. Wyprężył się , zamarł i zwiotczał.
Było po wszystkim.
To klaskanie przywabiło psy taty, które radośnie ujadając rzuciły się do witania, wywracając łódż. Po chwili zjawił się tata z bosakiem w ręce.
Tym bosakiem pomógł nam się wydostać z bagienka i poprosił do domu. W domu wobec lekkiej różnicy poglądów zadzwonił na milicję. Milicjanci z dużą satysfakcją zgarnęli mojego lubusia. Znali go z kłusowań na węgorza.
Pojechałam za nimi, sprawa była poważna. Tato powiedział że jestem nieletnia, a oni uwierzyli, bo chodziłam do ósmej klasy liceum. Nie wiedzieli że siedziałam dwa lata w jednej klasie, a z poprzedniego liceum urszulanek zostałam usunięta za przyjażń z katechetą.. Młody policjant dał się przekonać prawdzie po tym jak usiadłam na jego kolanach wiercąc się w poszukiwaniu wygody. W poczekalni siedział na krześle mój bojowy wielbiciel. Opuściliśmy posterunek szczęśliwi, wyczerpani. Tzn. ja byłam wyczerpana. I szczęśliwa.

Prawda jest jedna, bez względu na to ile osób w nią wierzy.
Ilona

Opublikowane w: on kwiecień 30, 2009 at 10:03 Komentarze (2)

Najdłuższy weekend nowoczesnej Europy.

W zamierzchłych czaszch, gdy świętowanie Trzeciego Maja uznawane było za heroizm na krawędzi szaleństwa, piątkowy pierwszy i sobota z niedzielą po nim wydawały się darem z KC.
Jeden z takich łykkendów zaplanowałem z kolegami na kempingu nad jeziorem Czocha. wykupiliśmy pięć obszernzch domków z dostępnymi wówczas luksusami, takimi jak: przejściowo ciepła woda, leżaki drewniane, parasole słoneczne. planowaliśmy oddać się brydżowi, pogawędkom i podziwianiu urody paru dziewczyn ze szkoły rzemiosł artystycznych , zapewniających servis i katering (wtedy to się nazywało: Kazia podaj kanapki, albo: Rózia, ta spódnica Ci nie pasuje)
Dziewczyny podawały ochoczo i ochoczo pozbywały się niegustownych spódnic. Doceniały swobodę i gust sponsorów.(tzn. swoją swobodę).
Swobodę wyzwalała żytnia halbe halbe z kirchberry i żubrówka z musem jabłecznym.
Telefonów komorkowych nie było, więc zagrożenia nie czuliśmy.
Błąd. W stanie mojej poluzowanej czujności zadzwoniła moja owczesna bieżąca kuzynka na receppcję kempingu, a recepcjonistka bezmyślnie poprosiła mnie do telefonu.
Kochanie – jesteś tam?
Nie kochanie – tu jestem.
Aha. A co tam robisz?
Tu. Gramy w brydża, Rozmawiamy, Sączymy drinki, Podziwiamy naturę.
Ta natura ją zaniepokoiła.
To ja też chcę posączyć i pogadać. Z kim tam gadasz?
Tu. Jest Tadek, Rychu, Duży Rychu. Kiepo, Robert. Zle byś się czuła. Jesteśmy trochę zanierzeżwieni
A kiedy kończycie?
Planujemy w niedzele rano rozpocząć kończenie brydża. W poniedziałek będę w domu.
Kuzynka energicznie odłożyła słuchawkę, a ja lekko zaniepokojony wróciłem do zjęć.Po chwili zadzwoniła żona Rycha. Recepcjonistka doniosła o tym z satysfakcją, ale dało to nam czas na zacieranie śladów
Servis sprawnie odesłaliśmy na szczaw i rozłozyliśmy karty.
Po godzinie pojawiły się Zony, Matki i Kochanki, wprowadzając miłe urozmaicenie do rutyny sesji brydżowej.
K.L.daV. w podróży

Ps. W linkach “sprawdziłem” znajdziecie nowy link( do KAWY) a powody powieszenia wyłuszczam na blogu “toteramy” zalinkowanym w “TERRA KOTA”

Opublikowane w: on kwiecień 27, 2009 at 10:55 Skomentuj

Akceleracja

Około 5000 tysięcy lat temu ludzkość wynalazła konia. Podobno – bo znalezienie zagród z końskim gównem i gnatami nie dowodzi parcouru czy maneżu. Być może były to resztki po bankietach przodków.
Po następnym tysiącu lat(prawdopodobnie) wymyślono koło i był to dla cywilizacji moment przełomowy. Jak odkrycie fermentacji dla kultury. Jedno koło miało żałośnie ograniczone zastosowanie, poszerzone dopiero przez Tomasa deTorquemadę w piętnastym wieku. Tytani postępu wymyślili więc drugie koło. To już było coś. Rydwan, riksza.. Tytani kultury znależli sposób na ekstrakcję psylocybiny z sosu grzybowego. I musieliśmy czekać wieki na trzecie i czwarte koło, na Witkacego i na Vincentego van Gogha.. Pożniej przyśpieszenie było szalone. A za naszego życia poza kontrolą.
Ale przyśpieszanie to dotyczyło nauki, techniki. I choć to daVinci, Żul Verne, Lem byli tymi których wizje zrealizowano, to jednak kultura wydaje się rozwijać liniowo a nauka postępuje geometrycznie.
I żadne ptaki z płetwami nie są piękniejsze od rysunków z Lascaux, z okresu kultury magdaleńskiej (To nie jest nutka polityczna). Jesteśmy inwigilowani, podsłuchiwani, podglądani, mierzeni, ważeni, poprawiani, psuci, za naszą wiedzą i bez niej. W dalszym ciągu wydaje się jednostkom że brak konta, próba zaprzyjażnienia z kotem, czyni ich wolnymi. Że ekscytowanie się i podniecanie hasłami o wolności dla opóżnionych, czyni ich lepszymi. To tylko złudzenie dla nienadążających za wzrokiem.
K.L.daV. w podróży do końca światła

Opublikowane w: on kwiecień 22, 2009 at 15:36 Komentarze (5)

Półprzyklęk.

Ze stosownego półprzyklęku wrażającego skruchę , piszę sobie (i wam) nutkę.
W dawnych czasach feudalnego komunizmu – gdy kłusowali: sekretarz z plebanem, a naganiał wójt z PSLu – sekretarz był broni myśliwskiej niezwyczajny. Pudłował do zajęcy świątecznych, klnąc bez umiaru. Kłusowali naturalnie na zwierzynę, kłusować w sensie joggingu nie musieli. Przyjechali wzpasioną wołgą. Po kolejnym pudle skomentowanym przez sekretarza(o kur.. znowu …rdolonego kota nie trafiłem) i ostrzeżeniu o nieuchronnej karze, padł grom niebieskiego nieba i zabił plebana. Pleban padł. Padł też stentorowy głos: “o k…a znowu nie trafiłem”.

Preteksem jest nius No.1 z dzienników. Pleban jakiejś dziury umyślił sobie wjazd do historii po stronach Guinessa. Zakomponował park krajobrazowo religijny z Drogą Męki Pańskiej(dużą literą piszę żeby tego gromu uniknąć) o długości czterdziestu kilometrów i naturalnej wielkości krzyżami dla penitentów.
Uzasadnił to logicznie. Penitenci mają się wyciszyć, wczuć i zmęczyć jak Pan. Przybijania nie planował.
I chyba dlatego wywód zakończył:
“Ci to chyba na szczęście nie zmartwychwstaną”

Dlatego piszę kruszejąc w niewygodnej pozycji.

Wasz K.L.daV.

Opublikowane w: on kwiecień 12, 2009 at 09:29 Komentarze (3)