Jabłko w trzech smakach. Ukłuł mnie ten anons w oko gdy wracałem ze spaceru.
Na straganie obcy facet w kufajce i pilotce zacierał ręce. Było minus trzy. Zaprzyjazniona straganiara była – być może – na chorobowym.
Można spróbować – spytałem
Naturalnie – pańska satysfakcja to mój obowiązek.
O to – pokazałem paluchem dorodne jabłko.
Proszę bardzo – jeden złoty.
Cena wydała mi się wygórowana, ale jabłko w trzech smakach musiało być niewątpliwie droższe od jednosmakowego. No i zakup dekomponował stragan.
Z drugiej strony facet na estetę nie wyglądał. Powiem więcej: nie wyglądał z żadnej strony.
Proszę kilo – postanowiłem bez testowania.
Facet zapakował w plastikowy worek z rolki cztery jabłuszka – cztery złote pan płaci.
Kilo kosztuje cztery złote?
Nie – trzy, złotówe kosztuje opakowanie zwrotne. Przyniesie pan worek nieuszkodzony, oddam złotego.
Przedwczoraj kupowałem tu u właścicielki po złoty pięcdziesiąt. Nie ma jej?
Nie ma. Przejąłem biznes za długi. Tera ja jestem szefem.
Miała długi? – zdziwiłem się. Interes chyba szedł nieżle.
Nieeeeeee, ja miałem długi, bo ona nie płaciła dzierżawy. Twierdziła że za mało zarabia by płacić haracz. A ja panie tez muszę z czegoś żyć. Większośc płaciła, ale to faceci, można im było nogę złamać dla zachęty. Nogę od straganu – zażartował.
Te jabłka naprawde w trzech smakach? – upewniałem się.
Naturalnie. Te zielone to granny smith, te żółte to jona gold, a te czerwone to red star.
To rezygnuję – chciałem odejść.
Jak pan sobie życzy – wysypał jabłka na pryzmę. Płaci pan złociaka.
Za co – zdumiałem się jak Newton ogłuszony jabłkiem.
Za opakowanie. Jest uszkodzone. Zrobił czarnym paluchem dziurę w woreczku – o, widzi pan – gdyby każdy chcial kupić po złoty pięcdziesiąt i nie płacił za opakowanie, też nie miałbym na dzierżawe. Imusiałbym robić sobie przesunięcie terminu, wpadłbym w spirale długów. A tak spłacę sobie dług tej pani i zacznę pracować na narosły procent.
Teraz wiedziałem że on ręce nie z zimna zacierał.
Wasz K.L.daV.
2500 lat. Piękna. Trochę zbyt dojrzała dla K.L.daV.
Ty mnie w wieżę, ja Cię w loch.