Po latach polerowania Europy (od 89 r.) i wobec nieuchronnnie zbliżającej się stabilizacji wiecznej, postanowiłem z Tolą znów połączyć się z macierzą. Wybraliśmy piękny zakątek w masywie Beskidu. Raj: sosny, świerki, Małysz, źródełka, świstaki. Nierzadko odśnieżany. I nie wszędzie.
Przeprowadzka, logistycznie bez zarzutu przebiegała sprawnie. Do czasu. Zapomniałem że jedno z fundamentalnych praw Murphy’ego “Jesli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie”, obowiązuje.
Schody zaczęły się na granicy ( koniec żartów, zaczynają się schody, rzekł pułkownik Wieniawa-Długoszowski do kobyły, wjeżdżając do “Adrii” na kolację). Kiedyś wam przybliżę postać pana pułkownika – który jest absolutnie renesansowy, pomimo bycia adiutantem Pana Marszałka Piłsudskiego.
Na tylnym siedzeniu auta, w akwarium kształtu kuli płynęła do Polski rybka, pomiędzy Drakulą a widokami na przyszłość. Drakulę już znacie, widoki są mgliste, a rybka była Glonojadem Syjamskim Złocistym. Zwana dalej Złotą Rybką. Dwuletnia, niewymagająca, czasem wyglądająca dystyngowanie, życzeń nie spełniała. Kwintesencja Splendid Isolation. Nie poznałem przyczyn dla których to zwierzę płynęło do Polski. Przed paru latyTola dostała akwarium w kształcie ogromnego kielicha i prezent wydał jej się niekompletny. Kiedyś wróciła z zakupów ze słoikiem pełnym rybki. Rybki według mnie składają się przeważnie z ości, pęcherza pławnego wypełnionego portowym zaduchem no i z rzadka składają kawior.
Co to? – zapytałem z niedowierzaniem że to obiad .
Gyrinocheilus aymonieri – poinformowała mnie złośliwie – nic nie żre, dodała na wszelki wypadek.
No i rzeczywiście. Syjamczyk obżerał szkło naczynia. Tola jest osoba rozrzutną nie do przesady. Glony rozwijają się dzięki fotosyntezie z rożnych azotów i czegoś tam jeszcze. A glonojad, jak nazwa wskazuje itd.
Niestety, nie miał dokumentów tożsamości i zaświadczen lekarskich. Drakula – mój staffik – miał dwa legalne paszporty, ja legalny dowód i nieważny pass, Tola jeden, a ten lizojad żadnego .
Szlifowaliśmy więc niemieckie 560 km autobahnu od Ffm do Jędrzychowic, radosnie oczekując przekroczenia granicy. Rybka zawijała złotym ogonem, Draki zawijał czarnym, ja nie zawijałem bo musiałem koncentrować się na drodze. Tola nie miała czym zawijać. Prócz jęzora natürlich. Kolejki na przejsciu nie było, podjechaliśmy pod ten kiosk straży i celnikow.
Niemieccy urzednicy grzecznie poprosili o dokumenty i po chwili podali polskim. Auto było zapakowane po antene GPS i boczne drzwi były zablokowane, aby dorobek życia nie wypadł.
Coś do oclenia? – zapytał polski celnik.
Nic – odpowiedziałem nie kłamiąc od dłuższego czasu.
Dokumenty zwierzat proszę.
Ma pan w ręce.
A ryby?
Szczęka mi opadła i sam zrobiłem karpia.
Musimy zwierze zatrzymać
Tola zbladła, bo była ze “zwierzem” emocjonalnie silnie związana( gdybyscie mieli przyjaciela,ktorego karmilibyscie latami, wyprowadzali na spacery, tez bylibyscie zwiazani), Złota nigdy nie przerywała jej monologów.
Musimy ustalic długość kwarantanny, przeprowadzić badania. Koszty poniosą państwo.
Teraz zbladłem ja
Proszę otworzyć drzwi. I bagaznik – dodał
Pociągnął za klamkę i złota rybka popłynęła na jego spodnie wraz z zieloną wodą, a moj amstaff zdenerwowany, skoczył mu do gardła.
Draki, skacząc z niewygodnej pozycji, nie trafił na gardło zielonego, ale pourywał mu guziki. Kątem oka dostrzegł rybkę wachlującą się ogonem, a szczerze jej nienawidził. Rybka była juz nie do odzyskania. Mniejsza o lizojada, choc Tola dostała spazmow. Czarno widziałem przyszłość Drakiego. Wszystkie słuzby na swiecie nienawidzą tej rasy jak Draki rybek.
Sprawa stała się mocno skomplikowana. Czy należało teraz wziąć na kwarantanne psa, czy zeżarcie rybki nie było próbą zatarcia dowodu proby przemytu?
Ryk śmiechu niemieckich celnikow otrzeźwił nasze słuzby i po sporzadzeniu notatki podniesiono szlaban.
W czwartek dostałem pismo żądające wyjaśnienia zajścia.
Poczytajcie moją odpowiedź.
Uprzejmie informuję że w dniu itd., funkcjonariusz strazy granicznej wdarł sie bez uzasadnienia do mojego auta, czym doprowadził do śmierci glonojada syjamskiego, o wartosci znacznie przekraczajacej wartość rynkową z uwagi na przywiązanie mojej rodziny do wieloletniego przyjaciela jakim była. Brutalne wtargniecie spowodowało atak mojego spokojnego zawsze psa, w obronie miru domowego ogniska i złotej rybki. Rybka została zjedzona dla skrocenia jej męczarni przez psa marki Amstaff, imieniem Dracula.
Odrzucam kategorycznie wszelkie roszczenia dotyczące zniszczonego munduru nieodpowiedzialnego urzędnika i rezerwuję sobie prawo do żądania odszkodowania za rybę w wysokosci kosztow jej siedmioletniego utrzymania i ceny rynkowej, oraz szklanego dziesięciolitrowego akwarium.
Nutkę tę, nieznacznie fabularyzowaną, dedykuję Małgosi (link obok), która jak Amstaff wdarła się do czołówki piszących w WordPress i mam nadzieje że tam pozostanie powodując krzywy zgryz kolżanek .
To trzy texty tworzące jedną całośc z listopada 2007
Moje obecne stosunki z Małgosią straciły na intensywności.
K.L.daV.