Czasem przy parszywej pogodzie, polowaliśmy na rybki w różnych jeziorach. Jezioro Dargin zapewniało niezłą widoczność, węgorze, szczupaki, okonie. Polowanie polegało na znalezieniu miejsca, gdzie wegorze chowaly sie w swoich dziurach w dnie i egzekucji z kuszy. Dobry dzień przynosił do sześćdziesięciu węgorzy, dzień zły przynosił zły humor (tzn dzień przynosił humor, a nie odwrotnie). Kiedyś trafił się taki zły dzień. Na motorówce wiło się już kilka węgorzy. Po wynurzeniu się z kolejnymi spiętymi do pasa balastowego drucianą pętlą, przewleczonymi przez skrzela rybkami, walnąłem glową o dno lodzi. Nie swojej, to była milicyjna motorówka. Z Węgorzewa nomen omen.
- Dokumenty proszę!
- Mogę wyjść z wody?
- Proszę.
Wciągnęli mnie koledzy do lodzi (do łodzi naturalnie – Lodzi napisałbym z dużej litery). Wystraszony byłem mocno. Mogłem stracić sprzęt(Gorman Siebe aparat, reduktor Marlin, pianka Oyster (spore pieniądze), kusza pneumatyczna za 27 rubli) łódż była służbowa, a dokumentów oczywiście nie miałem żadnych (z powodu wilgoci, a w tamtych czasach jedynie worki na topielców były wodoszczelne).
– Dokumenty !
- Nie mam, wpadły mi do wody jak uderzyłem głowa w dno waszej lodzi (pardon łodzi).
-Pozwolenie na polowanie jest? – wydawano takie pozwolenia w G.R.
- Nie. Ale właśnie szedłem załatwić
- ha ha ha – i pewno wpadliście do jeziora z powodu zanietrzeżwienia?
- Nie piję przed kąpielą.
- A co to jest?
- które?
- A o te – pokazał milicjant wijące się ryby..
Ryby. Właśnie wypłynąłem je wypuścić, za duże do akwarium, a mniejsze nie dają się trafić. Zimno nie?
W łodzi była flaszeczka żytniej. Wyciągnąłem nie czekając na odpowiedż . Milicjanci na optykę złagodnieli. Im tez było nieciepło i nielekko. Godzina była piąta rano.
Te ryby wypuścimy sami. Musimy mieć pewność ze będą wolne.
Jasne. Na pewno mogą na was liczyc – wiedziałem ze mi się upiekło. Koszty mogły być duże .
A ponadto do śruby miałem doczepiony pas balastowy z węgorzami na drucie.
Milicjanci wypili z nami po musztardówce, zgarnęli węgorze – smakosze pieprzeni – i odpłynęli. My z kilkoma szczupakami i węgorzami tez odpaliliśmy do domu, szczęśliwi z życzliwości władzy.
Wasz kot LdV.
byc moze
.
Czy to humanitarne?
Czy co humanitarne?
Polowanie pod wodą?. Zjadanie ryb, czy korumpowanie służb?
A czy humanitarne jest zżeranie paróweczek w cielęcym flaczku?.
Albo łapanie w we wnyki i potrzaski młodych ślicznych dziczków, nawet jeśli zaraz się je wypuszcza?
Weganie wszystkich krajów łączcie się w żarciu trawy
Ejj, nieładnie tak łamać przepisy

Poza tym, gratuluję odwagi !
Andziu!
A czy pegeerowskie odłowy agregatami prądowymi legalizowało to samo prawo które mnie obowiązywało?
Oni tłukli również drobnicę, ja sztuki wyrośnięte. Tą drobnicą karmili świnie, do niczego innego jak mączka się nie nadawała.
Wędkowanie natomiast, to proceder mający ze sportem tyle wspólnego co zastawianie pułapek ze słoninką na myszy. Mysz można póżniej wypuścić ze złamanym kręgosłupem i z całusem życzyć jej szybkiego powrotu do zdrowia.