Kilka letnich sezonów do C.O.S.u w Giżycku przyjeżdżał Andrzej. Z jedna, dwoma, póżniej trzema motorówkami trudził się holując narciarzy. Czasem wyruszał do Mrągowa na tamtejsze imprezy. Andrzej chytry był niebywale. Kiedyś przyłapałem go jak szeptał patrząc na złotówkę od klienta, za pożyczenie kieliszka: ” jeden zloty, dziesięć złotych, dziesięć tysięcy złotych, milion złotych”. Na burcie łodzi mial wysmarowane: “WASSERSKI”, a nazywał się też w tym rytmie.
Takie stare polskie nazwisko handlowego wyznania.
W czasach o których piszę, w kadrze naszych bokserow byli bracia Skrzeczowie, a kadra miała w COSie zgrupowania. Skrzeczowie byli sympatyczni i kontaktowi, mimo obitych głów. Polubili jazdy na nartach wodnych jak boks. No i nikt ich nie bił po głowach.
Andrzej miał żniwa.
Któregoś dnia po śniadaniu przyszedł Paweł, czy tez Grzegorz z pytankiem : gdzie jest pan Wasserski. Od tej pory Andrzej był tylko pod artystycznym nickiem Wasserski znany.
- Wasserski – daj papierosa.
-Nie mogę, mam ostatnie dwie paczki.
Byłem dość częstym gościem u Andrzeja. Napijaliśmy wódeczki, o których cenie mnie w progu informował. Zawsze była to jednak znakomita Vistula, a cena zależała od flaszki do jakiej była przez Andrzeja przelana. Progiem był próg kempingu, najmniejszego z tych które widziałem. Andrzej mieszkał w nim z mamą , żona morganatyczna i córka. Gdy żona wyjeżdżała opiekę nad dzieckiem przejmowała “kuzynka” W zimie w tym samym kempingu mieszkał w Szklarskiej i zarabiał na wyrwirączce (wydrwirączce).
To była linka w pętli napędzana silnikiem, do której podpinało się kołkiem – nie wiem czy takie jeszcze się spotyka.
Mimo swojej zaawansowanej oszczędności nigdy mnie nie kasował za wjazd.
Czy w Szklarskiej tez jako Wasserski byl znany?
Wasz Kot LdV w podrozy
byc moze
Nutka z marca 2007
Lubię nutki…
Ja też, zwłaszcza synkopowane.