W niedzielę piękna pogoda wywabiła Tolę i mnie na rewerową wycieczkę do Ostritz.
A właściwie to Tola wywabiła szamańską manierą pogodę i mnie z pościeli. Tzn. mnie z pościeli a pogodę z prognozy.
Tłok od rowerzystów panował na szlakach gorszy niż na autobanach w poniedziałek od tirów.
Przy wjężdzie na most staromiejski wyprzedziła mnie dama na damce jadąca koronkowym ściegiem.
-Spódniczka pani się wkręca w przerzutkę – zastopowałem cyklistkę. Stanęła spojrzała na piastę z przerzutką w środku.
Gdzie?
No mówię przecie – ale to nie spódniczka tylko pośladek. W przerzutkę.
A w przedni tryb cycek – skłamałem dla efektu, ale niewiele.
- Tobie się wkręca fiut w przednie koło a jaja w pedało. Kutasie jeden.
Oniemiałem z zachwytu.
- Nie mówi się w pedało tylko pedał – sprostowałem.
-Sam jesteś pedał depie.
- Możliwe – ale wiem w co mi się może wkręcić.
A mówi się wkoło czy koł?
- koło
- No to wkręca ci się wkoło i w pedało. Per analogiam – dodała i odjechała ze swoją innowacyjną polszczyzną.
Dobiła mnie i zatryumfowała. Erudytka pieprzona.
Tola już dawno odjechała, udając że mnie nie zna. Trochę nielojalnie.
Dogoniłem Tolę, kupiliśmy na tankstelli dornfeldera i pojechaliśmy nad piękny zalew po niemieckiej stronie. Niestety błoto, bagno i komary uniemożliwiły opróżnienie flaszki. Zrobiliśmy to w domu.
K.L.daV. w podróży do końca światła
Cykliści dnia siódmego
The URI to TrackBack this entry is: http://toteraja.wordpress.com/2011/05/23/cyklisci-dnia-siodmego/trackback/
Kocur’Q, polszczyzna w Twoim wydaniu sama w sobie daje się lubić, proza jest poezją. Nie spotkałem się w całej zbloczonej sferze z takim wydawnictwem. Mało mi, ubolewam.
Cudaku! Bez przesady. Też Cię lubię