Jedyna prawdziwa wersja.

Podana przez K.L.daV. wersja zdarzeń ma sie tak do prawdy jak scenariusz filmowy do protokołu sądowego. Korzystając z prawa do sprostowania przedstawie wam wersję zdarzeń znaną mnie ,Bogu i milicji.

K.L.daV. poznałam gdy jeszcze nie był K.L.da Wałem. Sterczał smętnie na pomoście basenu w Giżycku z kolegą. Kolega zajęty był szukaniem wągrów w lusterku z Marylin Monroe, a mój przyszły “zdobywca” wodził wzrokiem po licznych panienkach bez przydziału, marząc o wyuzdanych kurwach i delikatnych dziewicach w jednym.
Postanowołam wziąć jego sprawę w swoje ręce. Opisywać banalnego dialogu nie będę. Ustaliliśmy wycieczkę łódką mojego taty po lilie wodne(nymphaea), bez kórych cudnego widoku życie jest nic niewarte. Uwierzył.
Tata łódż dał niechętnie, znał ratownika jak zły szeląg z kłusowania kuszą po okolicznych jeziorkach.
Popłynęliśmy w szuwary.
Wielbiciel był spięty taki, że fiuta spomiędzy pośladków nie mogłam mu wyciągnąć, takie miał zaciśniete. Ale się udało.
Sutki wystrzeliły mi powyżej burty łódki. Mięśnie brzucha dostały gwałtownych skurczow, a między udami zaczęłam odczuwać doskwierającą niewygodę braku czegos uzupełniającego. Moj ratunkowy nie radził sobie z wypełnieniem luki i powinności. Jęcząc z niecierpliwości pomogłam mu. I w tym samym momencie poczułam spazmy obkurczania pochwy. On natychmiast strzelił jądrami kilka razy po moich pośladkach, wydając odgłos wyciągania nóg ze szlamu i cichego klaskania. Wyprężył się , zamarł i zwiotczał.
Było po wszystkim.
To klaskanie przywabiło psy taty, które radośnie ujadając rzuciły się do witania, wywracając łódż. Po chwili zjawił się tata z bosakiem w ręce.
Tym bosakiem pomógł nam się wydostać z bagienka i poprosił do domu. W domu wobec lekkiej różnicy poglądów zadzwonił na milicję. Milicjanci z dużą satysfakcją zgarnęli mojego lubusia. Znali go z kłusowań na węgorza.
Pojechałam za nimi, sprawa była poważna. Tato powiedział że jestem nieletnia, a oni uwierzyli, bo chodziłam do ósmej klasy liceum. Nie wiedzieli że siedziałam dwa lata w jednej klasie, a z poprzedniego liceum urszulanek zostałam usunięta za przyjażń z katechetą.. Młody policjant dał się przekonać prawdzie po tym jak usiadłam na jego kolanach wiercąc się w poszukiwaniu wygody. W poczekalni siedział na krześle mój bojowy wielbiciel. Opuściliśmy posterunek szczęśliwi, wyczerpani. Tzn. ja byłam wyczerpana. I szczęśliwa.

Prawda jest jedna, bez względu na to ile osób w nią wierzy.
Ilona

Opublikowane w: on kwiecień 30, 2009 at 10:03 Komentarze (2)

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://toteraja.wordpress.com/2009/04/30/jedyna-prawdziwa-wersja/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

2 komentarzy Leave a comment.

  1. [...] wie najlepiej. Postanowiłem napisać wam o wypadkach z udziałem mojej córki -obecnie 53 letniej – sprzed 35u laty, oraz dwóch moich psów – obecnie nieżywych. Córkę [...]

  2. [...] prawdziwa wersja z podpisem pod protokołem Wypadki opisane na tym blogu przez K.L.daV., Ilonę, jej ojca są zbieżne z prawdą w ograniczonym interesem własnym zakresie. Interes K.L.daV. sam w [...]


Leave a Comment