Ze stosownego półprzyklęku wrażającego skruchę , piszę sobie (i wam) nutkę.
W dawnych czasach feudalnego komunizmu – gdy kłusowali: sekretarz z plebanem, a naganiał wójt z PSLu – sekretarz był broni myśliwskiej niezwyczajny. Pudłował do zajęcy świątecznych, klnąc bez umiaru. Kłusowali naturalnie na zwierzynę, kłusować w sensie joggingu nie musieli. Przyjechali wzpasioną wołgą. Po kolejnym pudle skomentowanym przez sekretarza(o kur.. znowu …rdolonego kota nie trafiłem) i ostrzeżeniu o nieuchronnej karze, padł grom niebieskiego nieba i zabił plebana. Pleban padł. Padł też stentorowy głos: “o k…a znowu nie trafiłem”.
Preteksem jest nius No.1 z dzienników. Pleban jakiejś dziury umyślił sobie wjazd do historii po stronach Guinessa. Zakomponował park krajobrazowo religijny z Drogą Męki Pańskiej(dużą literą piszę żeby tego gromu uniknąć) o długości czterdziestu kilometrów i naturalnej wielkości krzyżami dla penitentów.
Uzasadnił to logicznie. Penitenci mają się wyciszyć, wczuć i zmęczyć jak Pan. Przybijania nie planował.
I chyba dlatego wywód zakończył:
“Ci to chyba na szczęście nie zmartwychwstaną”
Dlatego piszę kruszejąc w niewygodnej pozycji.
Wasz K.L.daV.
Życzę Ci – i Twojej wieży – wielu słonecznych dni w tym roku – i następnych, najczulszych głaskań, śmiechu i radości!
Kotku, gdzie Ty jesteś ? Tęsknię za Tobą . Pusto bez Ciebie w pokoiku.
Milu! Jestem, zawsze bliziutko. Daj znać na poczte toteraja@tlen.pl i zaraz się zaloguję do pokoju.