Piszę tą nutkę dla Małgosi, ktorą z żywymi łączy cienka nić neostrady. Chcę zrobić to szybko, aby się temat nie zmarnował, gdyby Małgorzatce się poprawiło. Albo pogorszyło. Moja słabość do niej jest znana (do Małgosi, nie do nutki).
Wiele lat temu, krótki czas mieszkałem w Jel. Gorze, w mieszkaniu kuzynki, ktora wyjechała do Wrocławia i tam mieszkała u mnie. To była piękna niemiecka secesyjna willa, dwupiętrowa.
Mieszkałem na parterze, przed oknami miałem 2oom kwadrat. ogrodu. Ogród był zapuszczony, chwasty do 2m wysokosci, a używałem go do opalania się i integracyjnych bankietów rodzinnych z kuzynostwem.
Graniczyłem przez druty obozowe z sąsiadem. Jego ogród był ślicznie zadbany, równe grządki, pobielone drzewa. I zero plonów.
U mnie gałezie trzeba było podpierać na jesieni tyczkami, aby pod owocami sie nie łamały . Owoce były ogromne i pelne białych ślicznych roboli.
Pewnej soboty, po zakupach których podstawa była kirchberry, żytnia, gin, tonic, apfel schorle ,wróciłem do domu. W moim ogródku sasiad ciężko pracował łopatą. Spokojnie zostawiłem torbe, wstawiłem kurę kalekę z jedną nogą na rosół i poszedłem zobaczyc co ten pieprzony emeryt zamierza. Wyglądało to na aneksje ogrodu, drut był zlikwidowany, a chwasty w kącie ogrodu, na pryzmie do pierwszego piętra.
Spodziewałem się wyjaśnien.
Niesłusznie. Sasiad strzelił mnie szpadlem w czaszke. Zaniepokojony trzasnąłem go pięknam prostym z podparciem ciałem w nos. Opuścił moj ogrod bezzwlocznie i stromotorowo, wypuszczajac szpadel z łap. Zabrałem szpadel i poszedłem do domu pilnować kaleki w garze, ale zanipokoiła mnie dziwna lepkosc płynąca na oczy. To był pokazny strumyk krwi. Polazłem bez przekonania na milicje. Był tam juz sąsiad z nosem w okolicach lewego ucha(jestem praworeczny)
Po spisaniu zeznań agresora, milicjant zainteresował się mną. Spojrzał na moj czerep i kazal się natychmiast ewakuować na pogotowie. Podejrzewal ze mogę mieć wstrząs mózgu, a on kłopotów sobie nie życzy. Pieszo udałem sie do szpitala na Jagiellonskiej. Tam znowu wyprzedził mnie zaborca, czekal juz na prostowanie drog oddechowych.
Usiadłem na krzesle i czekałem na rentgena czaszki. Uprzejmie zapytałem sasiada o zdrowie, ale odpowiedzi nie zrozumiałem, chyba mial kłopoty z nosem, może polipy. Po godzinie zrobiono mi zdjęcie i kazano czekać.
Po następnej, zza zakrętu wypadlo dwóch sanitariuszy, z piskiem opon łóżka wyrobili zakręt i zatrzymali się przy mnie.
Teraz wszystko potoczylo sie jak na przyspieszonym podgladzie Chwycili mnie wprawnym ruchem i umieścili na tym łóżku. Pognali do windy. Po chwili byłem w gabinecie lekarza.
Ma pan pękniecie pokrywy czaszki na dlugosci 7 cm i szerokosci 5mm.
Zemdlałem.
Z błogiego omdlenia wybudziło mnie szczypanie w czerep.To chirurg spinał mi skóre i przywracał standardowy kształt czaszki.
Po zakończonych czynnosciach sanitariusze rzucili mnie na lóżko i powiezli na sale. W przelocie dostrzeglem grabarza z pięknie wystajacymi sączkami z dziurek nosa . Nos byl juz skierowany we wlasciwą stronę. Po dostarczeniu na dziesięcioosobową salę, sanitariusze wysypali mnie na łóżko. Zrobiła się cisza. 66 zostało przerwane i doszły mnie szepty wspołczującyh pacjentow. Po chwili jeden stwierdził; gramy dalej, on dzisiaj jebnie.
Usiłowałem się podnieśś, ale podbiegło dwóch i stanowczo choć łagodnie ułożyło mnie z powrotem. Musiałem do toalety. Przyszła siostrzyczka i sprawnie włozyła mi pod kołdre kaczke. Jakoś poszło.
Była siódma, pora kolacji.To były moje pierwsze chwile rafleksji. Na kolacje dostalem dwa plastry chleba, kawałek margaryny, łyżeczkę dżemu i trojkątny ząbek topionego serka. Myślałem że pomylili pacjentów. Wyjaśniłem ze mam pęknięcie pokrywy czaszki, a nie wrzodów na żoładku.
Jednak kolacja była dla mnie.
Ubrany byłem w koszulkę rozową w niebieskie kwiatuszki, z białymi lamówkami i niedopinającą się na piersiach – mam trójkę(rozmiar, nie trojkę piersi). Koszulka siegała do trzech centymetrow poniżej pępka. Po “kolacji” przylazł lekarz. Kazał siotrze zmierzyc mi temperature. To był pretext zebym się zatkał. Piguła wcisneła mi termometr w usta i sobie poszła, a lekarz przedstawił prognozy. Peknięcie było bez komplikacji, więc głupszy nie będę. mam lezeć miesiąc na plecach bez ruchu i się relaksowac, a po miesiacu sie zobaczy.
Stanał mi przed oczami ich fundusz żywieniowy i moja kura w rosole, A w lóżku kuzynka popijająca żyto z kirschberry i mineralną. Wspólpacjenci dobijali mnie mówieniem szeptem. Po zakoNczeniu tysiąca, czy innej gry – podeszli do mnie sie pożegnać.
Pierwszą noc spędziłem spokojnie i bez sensacji .Myslę że mnie napakowali psychotropami. Ale nic to. Obudziłem sie dość świeży. Zaraz sobie przypomniałem że nie mam pasty do zębów, nie mogę się umyć, a śniadanie będzie podobne kolacji. Wstałem równiutko i pomaszerowałem do pokoju lekarzy. Chorzy w pokoju przekonani byli ze to moj ostatni spacer. Lekarz zdziwil sie i kazał mi wracać do wyra, a ja mu kazałem natychmiast mnie wypisać. Po wypełnieniu oświadczenia że robię to na wlasną odpowiedzialność, po przeskoczeniu problemu z osobistymi rzeczami, (była niedziela) spacerkiem udalem się do domu.
Rosoł był goracy, kuzynka byla goraca, a ja sobie leżałem spuszczajac aktywnosc na jej fantazje.
Chorzy mają swoje przywileje.
Caly miesiac chodzilem i spalem w futrzanej kozackiej papasze. Na wypadki nieprzewidziane zamieszkala u mnie kuzynka swiadcząca wszechstronną opiekę. Postanowilem koszty opieki odzyskać. Pozwalem emeryta do sądu. Miałem dokumenty ze szpitala – niestety tylko z jednego dnia pobytu.
Niestety również sędzina okazała się jedną z bylych kuzynek.
Imię i nazwisko proszę.
Nic się nie zmienilo od ostatniego razu – odpowiedzialem zgodnie z prawdą, ale lekkomyslnie.
Lekki bulgot sędziny nakazal mi większą czujność – imię i nazwisko?
Podalem kolejno zadane dane, nie pomijajac ze znowu jestem wolny, to moglo złagodzic pryncypialnosc wysokiego wymiaru sprawiedliwosci .
Proszę opisać zajście.
Opisalem lekko tylko koloryzując – wysoki sad znal mnie przecież i moją sklonność do fabularyzacji.
Watpliwości sądu wzbudzila sekwencja zdarzeń. Agresor twierdzil, ze to ja pierwszy go uderzylem, a on w obronie przylozyl mi szpadlem. Na szczescie szpadel zabralem do domu, wiec jego wersja upadla.
No i fakt że z tak poważnymi obrażeniami po 12 godzinach opuscilem szpital. Ta kretynka nigdy wiocznie nie byla w szpitalu, nie lubila rosolu, i nie miala biezacego kuzyna.
Uznala w końcu mój pozew, przyznala odszkodowanie, kierując się ciężką sytuacją emeryta i sprawiedliwoscią spoleczną przyznala mi niewielkie odszkodowanie.
Czy strony zrozumialy wyrok?
Ja nie – odpowiedzialem
Czego powod nie zrozumial?
Jaki ma zwiazek wysokosc odszkodowania za moje utracone zarobki i koszta zwiazane z leczeniem, z trudna sytuacja tego faceta.
Prosze uzywac formy “pozwany”
Mialem dosc. Dodatkowo sąd w swej wyrozumialosci rozłozyl mordercy sumę na raty.
Bylo to w czasach gdy za calość moglem synowi kupic rower. za pierwszą rate kupilem mu tornister, nastepne starczaly kolejno na : piornik, wieczne pioro, dlugopis z rozbierajaca sie panią, gumkę myszkę.
Inflacja.
Moglem mu pozwolić ten ogródek skopać w całości.
Wasz Kot L.d`V. w podróży do końca swiatla.
Właściwie to taki sąsiad teraz by Ci się przydał, kopanie Twoich włości wymaga pewnie użycia glebogryzarki, a tak… możesz liczyć na moją pomoc, ogrody to moja specjalność, zwłaszcza te naturalne, mało uporządkowane
Dzięki,Kocie, pogłaskana wspaniale odwdzięczam się tym samym, też mam słabość i wcale jej nie ukrywam