Pomimo wielu plag, które mnie dotknęły, takich jak rządy SLD, PiS, AWS, uważam życie za szczęśliwe. Nie zmieni tego nawet nierzadki kop w napletek słoneczny, powodujący utratę tchu i wzwodu.
Usiadłem rano do kompa w oczekiwaniu na muzę grafomanów i oczywiście słyszę natychmiast: Kocie jesz śniadanie?.
Jeszcze nie, ale mam nadzieje – odpowiadam.
To umyj naczynia.
Wlokę się do kuchni odsuwając muzę w drzwiach. Zgrabne puenty, mgliste metafory, skrzące się frazy, poszły się jebać. Stos naczyń szczerzy dna. Po chwili Tola wchodzi z odkurzaczem i nadaje: jeszcze dwa kubki do kawy są w pokoju.
Nie mogłaś przynieść?
Nie mogłam. Widzisz, że mam zajęte ręce.
Aha, będzie hałasować odkurzaczem, nici z pisania, pozmywam.
Z pokoju słyszę: jak pozmywasz, odkurz trochę.
Dobrze – odpowiadam – to jednak ja będę hałasował. Nie wiem tylko, po co ręce miała zajęte?
Pozmywałem, odkurzyłem, usiadłem. Prawie jak słowa Cezara po zwycięstwie nad królem Pontu, w liście do senatu (też warte Plutarcha).
Muza była gdzieś obok.
Kocie, my prawie wcale nie rozmawiamy – czuję kop w okolicy splotu słonecznego.
Tolu kochana, rozmawiamy, a jakże, ale teraz zjem śniadanie – jeśli pozwolisz.
Pochłaniam cztery kanapki cienkie jak wypłata w lutym w PRLu .
Pójdziemy po śniadaniu na spacer, porozmawiamy – słyszę.
Ból w okolicach splotu narasta, kręci mi się w głowie. Po chwili słyszę jęk karetki reanimacyjnej. Zemdlałem?
Karetka przyjechała po sąsiada, miał zawał – mowi Tola. Ty Kocie masz szczeście – jesteś otoczony troskliwą miłością.
No i sąsiada żona nie jest lekarzem – pomyślałem .
Wasz szcześliwy Kot w podróży do końca światła.
Ps. Nutkę tę dedykuję wszystim kurom otaczającym troskliwą miłością.