Uczestniczyłem w procesie integracji z Europą jako turysta pracujący. Dostarczałem rozrywki strażom granicznym wielu krajów Europy. I policji.
W roku 199. , w grudniu pojechałem do Polski BMW728 - na które nie było mnie stać – więc zabrałem trójkę pasażerów i psa. Jeden z nich miał z polską policją do tyłu, więc pojechałem przez Austrie i Czechy. Kolega i pies wysiadali po czeskiej stronie. Miał tam lokalną narzeczoną(kolega miał, pies nie miał). Reszta jechała dalej.
Schody zaczęły się na przejściu. Był środek nocy. Wyszedł do nas czeski strażnik. Podałem mu wszystkie dokumenty razem. Strażnik długo wertował, wreszcie znikł w budzie. Po pół h wrócił z kolegą i dwoma polskimi strażnikami.
Który z panów jest Mordka ?
Spojrzeliśmy po sobie zdumieni. Zaden nie był Mordką.
Może panowie sądzą że Mordka to ja? Błysnął ascetycznym dowcipem strażnik.
Ugryzłem się w język, już miałem powiedzieć że on to raczej Morda jest , ale opatrzność czuwała, więc powiedziałem że ani trochę. Też mu się nie podobało, zaczęli nerwowo poprawiać kabury.
I wtedy mnie olśniło. Słowo “mordka” przywołało wizje psa, a ona jego pana.
Na przejściu czesko-austriackim zamieniłem paszport mój z paszportem kolegi. Teraz kolega robił za mnie. W myślach zacząłem już ubierać świąteczną choinkę na lokalnym komisariacie. Lapówka nie wchodziła w rachubę (ładna fraza – łapówka wchodząca w rachubę) bo przecież będę musiał wracać do Niemiec po Nowym Roku.
Długo tłumaczyliśmy sytuację. To co nam wydawało sie schabowym prawdy w panierce pozorow, strazy granicznej wydawało sie mdła bułką łgarstw na soczystej frankfurterce przestepstwa. Ale sie udało. Też woleli szopkę regionalną. Nakazali zawrócić i odnaleźć kolegę.
Pojechalismy do . . . . szukać faceta. Odnalezienie domu było proste, to był hotel pielęgniarek. Akurat dwa piętra, po jednym na twarz. Ja poszedłem na parter. Piguły przyjmowały nas życzliwiej niż kolędników, ale kolegi i psa nie było. W tym momencie miałem pierwszy zawrót głowy, jak na rollercoasterze. Od samego wyobrażania policyjnych convejerów robiły się siniaki.
Ratunek przyniósł pies. W drodze sympatyzowaliśmy i teraz zaczął szczekać radośnie. Nie pomogły próby mobbingu stosowane przez kolegę. To był duży pies, a my za chwile byliśmy pod drzwiami. Kolega otworzył, szczęśliwy że to nie policja. Po chwili miałem pass i byliśmy w drodze powrotnej. Na granicy strażnicy rozpoczęli wigilie. Godzinka i ulga w progu domu, witany przez szczęśliwa narzeczona?
Gówno prawda. Powitał mnie sublokator w mojej pidżamie i bamboszach. Przyjechałem w wigilie, a miałem w pierwszy dzień swiąt. To był drugi rollercoaster.
Nie upierając się przy zwrocie pidżamy, wyautowałem sublokatora. Ale o ciągu dalszym horroru Swiąt i Nowym Roku w następnej nutce.
Wasz Kot Ld´V w podróży do końca światła.
Nutkę tą dedykuję nielotom, kurom i perliczkom.
Więc godność osobistą zachowałem poświecając flanelową pidżamę. Zenka – tak miał na imię sublokator - męska uroda poznaczona bliznami po ospie, porami niegdysiejszych wągrów i spuchnięta po długim braku dializy zaleconej przez urologa niewiele się zmieniła.Szcześliwy Yago - któremu strząsnąłem sen z powiek - ulotnił się w drodze przez przedpokój do łazienki z moich bamboszy, nie żegnając Desdemony.
Z Beatą (Desdemona) usiłowałem dojść do porozumień, ale wydawała dźwięki godne Teresy Zylis – Gary w IV akcie Otella.
Rano wcześnie poszedłem do auta zniechęcony i nieszczęśliwy. Auto było otwarte i okradzione ze wszystkiego co nie było zanitowane na stałe. Zenek zdobył prezenty dla Beaty, rodziny i przyjaciół. Mnie ratował portfel i siła spokoju.
Pojechałem na policję. Jedyny policjant wydawał się być znużony wigilią.
Dzień dobry. Chciałem zgłosić okradzenie auta.
I co? Sądzi pan że to ja panu auto okradłem?. Wiedziałbym o tym.
No nie, auto stoi – zasugerowałem że ukradłby wszystko.
Więc proszę przyjść jak pan będzie wiedział kto.
Ja wiem kto – nie dawałem za wygraną.
Nie mówiłem że pan ma przyjść natychmiast, proszę przyjść po świętach . Widzi pan że mam dużo pracy.
Nie widziałem, ale wolałem nie ryzykować spędzenia pierwszego dnia świąt z tym gburem.
Odłożyłem sprawę na dwa dni i pojechałem do kuzynki rezerwowej.
Kuzynka przyjęła mnie z radością i 22 letnią córką. Trochę były rozczarowane brakiem suwenirów, ale wyjaśnienia uznały za wiarygodne, choć podkoloryzowane.
Odprężony i w lepszym nastroju oczekiwałem drugiego dnia świąt.
Zbyt pośpiesznie. Ale to na IV zawrót głowy, w następnym odcinku.
Wasz K.Ld’V
Senny i syty pierwszy dzień świąt uśpił moją czujność. Ela wypadła z pierwszej ligi kuzynek z powodu męża. Męża przeniesiono z linii dalekowschodniej na skandynawska i pielęgnowanie rodzinnych zwiazkow było trudne. No ale akurat w wigilie odcumowali z turystami na rejs noworoczny. Miałem szczęście?Gówno prawda.
Tuż po północy sekwencja hałasu zamka przy drzwiach, klamki, walenia pięscią przypomniała o moim pechu świątecznym. Gdy z kuzynką doszliśmy do wniosku że otwieramy, Bronek już nas witał po wrzuceniu cegły przez okno. Rejs został odwołany z powodu sztormu. To był czwarty zawrot głowy.
Musiałem się fraternizować z majtkiem . Antologia ludowych mądrości z rodzaju: “nie rób innemu” czy ”nosił wilk” nawet mi się przez myśl nie przewinęła. Po powierzchownych uprzejmosciach pożegnałem kuzynostwo i pojechałem do byłego szwagra Roberta, ktorego rodzice popłyneli w rejs noworoczny na Cube.
Były szwagier przywitał mne serdecznie i zaczelismy drugi dzien swiąt w rodzinnym nastroju. Planowaliśmy zmontowanie Sylvestra u szwagra. Miał duże mieszkanie i zapasy na miesiac. Ale o tym w piatym zawrocie głowy, a bedzie szesc.
Wasz Kot Ld’V w podrozy przez święta.
Nutkę tą dedykuję Mili , Agonii, Witch, Jezorowi i Wrazi.
Mogłem więc sądzić że święta spędziłem. Teraz trzeba było się przygotować do pędzenia Sylvestra. Formalności policyjne odłożyłem do nowego roku. Sylvestrową załogę kuzynek o dużej sile przetrwania zwerbowalismy nie bez trudu. Wymagania mieliśmy ze szwagrem ustalone wczesniej. Dołaczyło dwoch szwagrow. Niekonkurencyjnych.Bankiet napedzał sie sam, muzyka brzmiała, alkohol sie lał, kuzynki dojrzewały. Dojrzałe były zrywane.
Zmeczeni i szczesliwi nad ranem spoczelismy. Gdzie kto mogł. Bardzo zle wybrał miejsce szwagier.
Łazienka była zajeta przez kuzynostwo, więc zamiast do zlewu jak prawdziwy męzczyzna, usiłował wysikac sie przez okno. No i wypadł. Mieszkał na parterze. Niby nisko. Znalezlismy szwagra rano, wtulonego w białę podusie puchu snieznego. I ze złamana spiralnie ręką. Lekko juz sztywnego. Wezwalismy karetke.
Zanim karetka przyjechała, w łazience odkrylismy ze kuzynostwo jest nieprzytomne. Nie od trunkow. Zatruli sie gazem z junkersa, albo dwutlenkiem. Albo jednym i drugim. Mogli sie jeszcze utopic, ale to juz byłaby przesada i dranstwo.
Obsada karetki zadowolona z naboru pacjentow i dwoch flaszek zytniej, powiozła nieszczesnych na pogotowie.
A ja piąty zawrot głowy zacząłem zwalczac chivasem, by płynnie przejsc do szostego i ostatniego. nie licząc epilogu. O tym w następnej nutce.
Wasz K.L.deV. w podróży do nowego roku.
Po odebraniu szwagra ze szpitala i intensywnym uśmierzeniu jego bólu, dzień spędziłem na policji. Ten sam policjant też był starym rokiem zmęczony, poznałem po jadowitym oddechu.Aa, znowu wy?.
Obejrzałem sie, sądząc że szwagier się za mną przywlókł, ale byłem sam.
Tak, mowił pan żebym przyszedł po nowym roku.
No to ma pan jeszcze prawie 12 miesiecy czasu – policjant wykazywał sie poczuciem humoru zbolałym od kaca. Wie pan kto mogł pana okrasc?
Wiedziałem już poprzednio jak tu byłem – odparłem.
Taaaak? Wyciągnął jakieś arkusze i zaczął wypełniac.
Proszę opisac zdarzenie.
Gdybym mogł opisaś, to sam bym to załatwił. Nie byłem swiadkiem.
No to skąd wiecie kto was okradł, a?
Zaczynałem znowu czuć sią jak na rollercoasterze. Musiałem opisać cały proces rogowacenia. Policjant zmiękł wyraźnie i współczujaco. Moze żona też go zdradzała . Na pewno. Nawet miał dziwną satysfakcję w oku i pożądał szczegółów w jakis masochistyczny sposob. Ba, zatarł rece i rzekł: złapiemy skurwysyna. Bardzo osobiscie to zabrzmiało.
Podpisałem protokół, pożegnałem stroża prawa(też współczująco) i pojechałem do Wrocławia. Dzień upłynął na odświeżaniu kuzynek. Zleżałe i zapomniane kuzynki zajęły mi parę dni. Nawet Ania wymagała mopa po długim niewidzeniu.
W planie miałem wyjazd około ósmego do normalnosci, do Piechowic i powrót do Niemiec.
Ale o tym w epilogu.
Wasz Kot LdeV w podróży.
Rano w dniu wyjazdu musiałem jeszcze parę miejsc we Wrocławiu odwiedzić, a czułem się zaosłabiony (nie poprawiać). Za zakrętem z ulicy Kołłątaja w Rejtana postawili przystanek autobusowy “A”. Pojechałem na pamięć.Nowy Polonez przede mną zdążył wyhamować, a ja zapominając depnąć po hamulcu (miałem ABS), wykręcałem, zabierając mu kawałek bagażnika i lewych świateł. Polonez skoczył na autobus jak Gołota na Lewisa. Z tym samym efektem- skasował sobie przód.
W moim aucie prawy reflektor świecił w niebo. Policja po przybyciu obwąchiwała mnie jak żona męża po delegacji.
Proszę dmuchać w ten otwór – wyciągnął gwizdek do dmuchania.
Nie opowiem co było dalej, bo nie wiem czy sprawa jest zamknięta. Facet z poloneza wysiadł zapłakany. Auto marzeń odebrał przed dwoma dniami z Polmozbytu. Koszt naprawy mojego wyniósł 6800DM. Z kasy ubezpieczenia.
Po wizycie na komendzie, podpisaniu protokołu i przekonaniu policjantów o korzyściach wynikających z posiadania prawa jazdy przeze mnie, kupiłem flaszkę doppelt hertzu ( 17%) i pojechałem do Piechowic.
W hucie Julia kupiłem tanio parę kryształów dla znajomych. Na drugi dzień rano, wzmocniony doppelt hertzem byłem na przejściu w Zgorzelcu. Czekałem cierpliwie w kolejce. Straż nie miała zastrzeżeń,a celnik podszedł jak do kolczastego gangstera.
Coś do oclenia?
Nic – zapomniałem o zakupach.Kryształy w firmowych opakowaniach leżały z tyłu na siedzeniu.
A to, to co to jest?
Kryształy.
Wasz Kot Leonarda da Vinci w podróży do końca światła .
P.s. O 16.00 byłem we Frankfurcie. O 24.o0 wypaliłem ostatniego papierosa pod kieliszek doppelt hertzu. Nigdy więcej opery, papierosów i doppelt hertzu. Wycieczka była więc udana.