Są różnice. Są i podobieństwa. Zasadnicza różnica jest taka, że nie byłem na Balu u Prezydenta, a na działce będę. U mnie nie będzie Pana Prezydenta Bieżącego, a u siebie był.
“Bal” u mnie można też pisać z małej litery.
Cechą wspólną jest, że innych prezydentow u mnie też nie będzie, a bal będzie międzynarodowy (między Nami, a Niemcami). Prawdopodobieństwo kompromitacji takie samo. Miejsce też atrakcyjne. 
Menu takie jakie komu smakuje i sobie przywiezie. Lista zaproszonych w poprzednim poście(będzie uzupełniana)
Wasz
K.L.daV.
BAL(GALA)U DZIADA na działce.
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://toteraja.wordpress.com/2008/11/12/balgalau-dziada-na-dzialce/trackback/
A w sumie, jaka to jest miejscowość?
Kot w pustym mieszkaniu
Umrzeć – tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
ze tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
Szczeggólnie mnie ujęło “na obrażonych łapach”
Tak jest poprawnie, tak musi być ładnie, bo to napisała noblistka.
To to.
Ucieszyłeś się z mojego prezentu?
W zyciu nie dostałem podobnego. Zalinkowałem Cie natychmiast.
PRZYJACIELE
-chodź kocie pójdziemy na spacer
przeskoczymy kilka płotów i murów
powspinamy się na dach płosząc wróble gołębie i wrony
postraszymy kominiarza
i tych niesolidnych dekarzy
potem pobuszujemy po strychu
poszukamy świerszcza za kominem
-po czym zręcznie zsuwając się po rynnie na chodnik
przebiegniemy drogę zabobonnej krzykliwej kobiecie z parteru
podroczymy się z kilkoma psami
i wpadniemy do wróżki by dorobić przy kartach
-na koniec pójdziemy do knajpy aby się upić
ty mlekiem ja wódką
jak prawdziwi faceci
-i cały świat będzie nasz
ze wszystkimi kocicami blond.
Za moje kociarstwo i umiłowanie kotów, dostałam ten wiersz kiedyś od kogoś w prezencie. Zasługuje na to, by był przechodni:-)
Kocie – wieżę wycałowałam, co dalej?