Ale.

W zamierzchłych czasach, gdy w lecie ludzie sie opalali, w zimie padał snieg, dziura ozonowa kojarzyła się z przedwojenną partią polityczną, a moim największym problemem było: czy lepiej sie pije nad morzem, czy w górach, kolejny sezon zamierzałem tyrać w O.W.L. górników w Podczelu. To ośrodek miedzy Kołobrzegiem a Bagiczem. Otoczony bagnami, z własnym krytym basenem 5oo metrow od morza. Górnicy bywali w nim rownież, jednak wiekszość kuracjuszy to byli ówcześni własciciele Polski.

Niestety. W sezonie o ktorym piszę, przyjechałem spóżniony i obsada ratowników była kompletna. Znalazłem kwaterę w Kołobrzegu, u kuzynki właśnie szczęśliwie odnalezionej. Po tygodniu na jakimś słupie wyczytałem anons, ze szef gminy Dzwirzyno poszukuje ratowników na plaże w tej rybackiej osadzie 6 km na zachód od Kolobrzegu.

Byłem pierwszym który się zgłosił, więc natychmiast zostałem kierownikiem plaży, z obowiązkiem skompletowania reszty. Plaża byla sliczna, piasek piaszczysty, niebo niebieskie, a morze w morskim kolorze. Na wydmach stało kilka kempingow, w oczekiwaniu na ratownikow oczekujacych na wczasowiczki oczekujace pomocy. A ja byłem szefem tej plaży w budowie.

Zacząłem od werbunku. Najszybciej byłoby podkraść kolegów z Podczela. Dyrektorem ośrodka był tam niejaki Murek, również prezes klubu płytkich nurków, ktorych nazywano “płytkiemurki”. Niestety, komfort pracy u mnie był mniejszy, choć obowiązki również. Koledzy – wyjątkowy przekrój typów charakterologicznych -  nie reflektowali.

Ale to miało się miało zmienić.

Integrowalismy sie z górnikami w Podczelu – a własciwie z górniczkami(z górnikami wręcz przeciwnie) – gdy okropny hałas zagłuszył odgłosy integracji.

Hałasy były tam zwyczajną rzeczą, obok startowały – parami w Bagiczu – Migi i Su. Ten jednak przypominal odgłos dartej błony wielkości lotniska. To Rycho odpadł od sciany z dzika winorośla, ktora czepiała się  frontowej, reprezentacyjnej fasady ośrodka -  a nie dziewica monstrum.

Następnego dnia po rozmowie Rycha z dyr. Murkiem miałem pierwszego ratownika. Nie ściana i winorośl była przyczyną. I nie jest to watek z Buster Keatona. Rycho pomylił okna i usiłował wejść do rezydującego u górników generała – a miał do wczasowiczki w sąsiednim pokoju. Generał się wystraszył ze to wojna i Rycha ostrzelał z “TT” służbowego. Nie trafi-pieprzony kombatant- ale po otwarciu okna na zewnątrz przez wodza – Rychu odpadł, Rychowi opadl, wczasowiczka wypadła z turnusu, a Rychu z pracy.

Za Rychem solidarnie zrezygnował Jurek. Za nimi przyszła banda rezydujących u nich waletów krzyworyjowców  (brzmi jak “różokrzyżowców)

Miałem obsadę do stanowisk pracy i do brydża. Na stanie plaży: maszt, łódż ratowniczą, koło ratunkowe, czarną flagę i siedem kempingow na wydmach ustawionych. Własciwie pilnowaliśmy tylko piasku. Plaża nigdy nie została odebrana do użytku, ale odbieraliśmy pensje i nadgodziny. To był miły sezon. Towarzysko i meteorologicznie.

Pracowaliśmy w tym Dzwirzynie od 9.00 do 18.00 siedem dni w tygodniu. Kąpaliśmy się w zaprzyjaznionych ośrodkach – nie liczac morza.  Jadaliśmy po wykwintnych stołowkach rożnych kolonii, w zamian za opiekę nad kapiacymi sie dziećmi. Wieczorami kłusowaliśmy w jedynej knajpie. Fundusze na kuzynki zdobywaliśmy polując w morzu na węgorze. Zresztą kuzynki w tamtych czasach były ideowe, i deklaracje uczuć wyzszych wystarczały do integracji.

Moje kłusowanie pod wodą przynosiło od 15 do 20 wegorzy dziennie. Rychu i Jurek wędzili je i prowadzili dystrybucje. Nie piszę sprzedawali – czasem trzeba bylo korumpować różnych smakoszy. Kilo węgorza wędzonego przynosiło koło 180 zl. Poł litra w sklepie 53zł. Zylismy jak krezusi, smakosze zytniej. Zakąski też nie brakło, choć pamiętam że czasem nie mieliśmy chleba. Ella z Joe Passem śpiewała “Stormy Waether”, sztorm hormonów głuszył sztorm na Bałtyku {Bałtyk twoim morzem, dorsz twoją   rybą, dopisek na plakacie: kurwa twoja mać).

Kuzynki tłumnie opuszczały nasze kempingi nad ranem. Z nadzieją powrotu wieczorem – naiwne.

Bywały też momenty zdumiewające i nieprzjemne. Któregoś ranka przyszedł pan z propozycją odkupienia od nas kempingu. Chyba trzy stały puste. Oczywiście odmowiliśmy, z szacunku dla wlasnosci państwa – czyli nas wszystkich. Po kilku dniach Rychu oderwał mnie od porannej gimnastyki. Kuzynka dokończyla sama, a ja wyszedłem na wydmę w slońcu poranka.

Co widzisz? zapytał Rychu. Widziałem jeszcze oczyma wyobrażni kuzynkę, więc starłem z twarzy lubieżny uśmiech i rzuciłem okiem na habitat. Rzeczywiście coś się nie zgadzalo. nie zgadzała się ilość kempingów. Okazało się że w nocy ukradziono nam kemping, ślady po płozach wskazywały kierunek. Odnależliśmy drania zlodzieja i skasowaliśmy 10tysięcy, ktore nam obiecywał.  Był rok i984.

Tak łotry demoralizują niewinną mlodzież.

Dzis wyjasnie tytul “ale” i cykl o zdobyciu plazy w Dzwirzynie zakoncze. Bedzie o okupacji Dzwirzyna.

“Ale” to liczba mnoga rzeczownika “Al” – “wegorz”, po slasku i niemiecku.

A wiec kemping poooooooooszedl na dzialki. Urzednicy gminy nigdy nie zauwazyli ubytku. Wszystkie zainteresowane strony byly zadowolone. Polowania pod woda byly takie jak pogoda. Przy dobrej i spokojnym morzu, widocznosc pod woda byla dobra i zbiory tez. Popyt byl zawsze. Monopole prosperowaly, nam stopa rosla, rosla w sile klasa kuzynek.

Jednak nie byl to sezon, po ktorym mialbym szczegolnie utrwalona pamiec o ktorejs z nich. Dotad nie wiem, czy wazniejsze jest tych kilka ktore trwaja w pamieci, czy reszta, wspominana in corpore.

Miełem na tej plazy kilka epizodow milych, kilka bez znaczenia, kilka znaczących.

Odwiedzil mnie dyr. szkoly w ktorej uczylem .Moglem przedluzyc wakacje do 15 wrzesnia. Cos tam zostalo uklepane. Nie mialem wychowawstwa, a hospitacje były życzliwe.

Pod koniec sezonu miałem krwotok pod woda do maski. Troche sie wystraszyłem, ale to normalny efekt rozszerzonych alkoholem różnych naczyn, odżywiania sie knajpianymi kolacjami i parkietowych szaleństw.

Inne sezony w kolejce do wykorzystania w terapii narracyjnej dla waszego zdrowia w drodze. Byc moze.

Wasz kotLdV

Trzy nutki z marca 2007, poprawione i połaczone w całość .

Opublikowane w:  on wrzesień 14, 2008 at 14:38 Komentarze (3)

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://toteraja.wordpress.com/2008/09/14/ale-3/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

3 komentarzy Leave a comment.

  1. wczasy pracownicze , jeździłam jako dziecko z rodzicami.Pierwsza karta pływacka zdobyta w Waplewie, codzienne” studiowanie jadłospisu”, rowery wodne i grzybobrania wymiennie jagodobrania. Teraz mężczyźni nie mają urlopów, a Ci nie liczni co mają jadą do Egiptu z laremidem zwiedzać sfinksa

  2. Pamiętam te notki kotku. Tęskniłam za Tobą, brakowało mi wiesz czego ( no tych słów w wydaniu “mini ” ). Brakuje mi też Twojej obecności w pokoiku.

  3. Justyś! Egalitaryzm wypierał jakość.
    Milu! Z radością przeczytałen Twoj wpis.


Leave a Comment