Przed niezbyt wielu dziesiątkami lat pracowałem na basenie wygrodzonym w jeziorze Kisajno. Poznałem tam mało doswiadczoną – więcej powiem: mało uzywaną, powiem wszystko: no po prostu virgo intacta – panienkę. Pożyczyłem łódke od jej taty rybaka i popłynęlismy w rejs do najbliższych trzcin. łódka to była zielona płaskodenka z dwoma ławeczkami na rufce i dziobie, oraz jedną na srodokręciu. W szuwarach komary spijały naszą krew, ja spijalem słodycz z ust Ilony, pszczoły spijały gowna mszyc z lip, żebyśmy miód mieli lipcowy.
Nieszczęścia zaczęły sie przy moich próbach przejścia do dania głównego, bo słodycz już mnie mdliła . ułozylem chętną do kolaboracji Ilonę na lekko mokrym, śmierdzącym zepsutymi rybamii, wysciełanym rybią łuską dnie łódki.
Głowa Ilony była pod przednią ławką, stopy pod tylnią, a pod środkową to danie . Nieosiągalne. Po rozpakowaniu okazało się, że nie mieszczę się między ławka srodkową a Iloną.To znaczy zmiesciłem się, ale nie mogłem sie poruszyć.
Wyrwanie środkowej ławki z łódki wydało mi się rozwiązaniem. Ale Ilona z lagodnej kohabitantki zmieniła się w lwicę. Dobro materialne rodziny wzięło gorę nad potrzebą serca. Ożywioną dyskusję usłyszały dwa psy taty i pusciły się wpław do nas. Pamietam imię jednego (Lotos- bo ciągle psia jucha lotoł a lotoł). Krwawe dranie usiłowały po chwili dokonać abordażu .
Płaskodenki są bardzo niestabilne, więc po minutce byliśmy w wodzie. Do brzegu było z siedem metrow w wodzie i jeszcze z pięć w mule. Zwabiony hałasem przybiegł też tata. A my bylismy niekompletnie ubrani. Więcej – byliśmy kompletnie nadzy. Tatę trochę to wqrwilo, ale naprawdę czare goryczy przepełniła plywająca ławka. Pomaszerowaliśmy potulnie za tatkiem do nieodległej chalupy negocjować.Tam odbyłem męską rozmowę, to znaczy mówił tatko, a ja potakiwałem. Po ustaleniu że ławkę naprawię, przeszlismy do planowania przyszłości. Przed ostatecznym nieszczęściem uratowało mnie kłamstwo : uton ęły dokumenty i z wizyty w USC nici. Przyrzekłem sobie staranniej dobierać sprzęt pływający.
Każdy płynie Titanikiem na jakiego go stać.
K.L.daV. w podróży na dno.
Ps. Nutka poprawiona, połączona w całość, powieszona w marcu 2007.
[...] prawdziwa wersja. Podana przez K.L.daV. wersja zdarzeń ma sie tak do prawdy jak scenariusz filmowy do protokołu sądowego. Korzystając z prawa do [...]
[...] moimi dwoma łódkami, często samodzielnie wożąc turystów na wyspy kormoranów na j. Dobskim. W opisywanym tu dniu została zwabiona przez ratownika z basenu pod pretekstem zobaczenia dorodnego …. Wypłynęli zaledwie kilka metrów od brzegu, gdy ten zboczeniec się na Ilonkę rzucił w [...]
[...] prawdziwa wersja z podpisem pod protokołem Wypadki opisane na tym blogu przez K.L.daV., Ilonę, jej ojca są zbieżne z prawdą w ograniczonym interesem własnym zakresie. Interes [...]