W odległych czasach gdy byliśmy osmą potęgą gospodarczą i nierzadko opłacilło się pracować, zatrudniłem się na okres wakacji w Slaskiej Estradzie Wojskowej. Jako elektroakustyk. Praca byla odpowiedzialna choć niecięzka. No i dawała władze nad rożnymi wyjcami produkującymi się na scenie
Każda gwiazdka na miare gminy, a uwazająca się za Marie Callas, lub gwiazdor, ktorego wiedza o solfeżu konczyła się na wysłuchaniu w radiu kryształkowym Pavarottiego, – mogli się spodziewać gwałtownego załamania kariery po koncercie ktory nagłasniałem. Gwiazdy jakoś sobie radziły, zostając moimi kuzynkami. Kuzynow nie potrzebowałem.
Na jednym z koncertow dla szefa MON Norwegii- Griega dręczył facet, ktorego tiembru wyjątkowo nie przyswajałem. Dla poprawy brzmienia w jaskinii(króla gór) właczyłem mu taki pogłos, ze szyby od echa wypadały. Wyszedłem na papierosa i zapomniałem o aparaturze w trakcie umawiania kuzynki in spe na przesluchanie. Wszyscy obecni na koncercie poszli dawno do domu, a to echo grało. I to był moj ostatni dzien pracy, w której zdoyłem wiedzę o lansowaniu kuzynek i o różnicy między krzyżykiem i bemolem. Być może.
Wasz Kot Leonarda da Vinci w podrozy do konca swiatła.
ćwiczebnie:>
Zawsze mnie zastanawia tiembr kota:P
Praca wzbogaca, a Ty nauczyłeś się sporo, jeśli chodzi o muzykę. No i – co najważniejsze, poznałeś nową kuzynkę
Nie tylko grafoman, a i meloman, popatrz!
[...] o podróżach w wieku właściwym marzeniom o podróżach. Na mapie tych marzeń było Rio i BA. Kilka lat póżniej, pracując w czasie wakacji w Estradzie jako elektroakustyk, pojechałem do Rio na festival. Festival w całości sponsorował nasz rodak, [...]